Na początek naszego wywiadu prosiłbym o kilka słów o Panu.
JERZY ŁAGANOWSKI: Witam Państwa. Jestem żonaty, mam dwóch synów i wnuka Wojtusia. Całe życie związany jestem z ziemią mogileńską. Tutaj również pracuję oraz działam społecznie na rzecz mieszkańców i regionu. Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej z tytułem inżyniera mechanika. W pracy zawodowej pokonywałem różne wyzwania pełniąc stanowiska kierownicze.
Niektórych może dziwić, że kandydat na burmistrza był na zasiłku dla bezrobotnych. Jak się Pan broni?
JŁ: Wcale się nie bronię. Uważam to za duży plus, bo człowiek, który sam był na zasiłku, wie najlepiej co boli bezrobotnego i jak mu pomóc. Przez ponad 20 lat pracowałem w Rejonie Dróg Publicznych. Przez wiele lat byłem też funkcyjnym działaczem Związku Zawodowego „Solidarność”. Kiedy przyszedł okres przemian myśleliśmy, że nowy właściciel pomoże nam się rozwinąć, a to on nas zwinął. Po roku pracy w Domach Mogileńskich przez rok byłem na zasiłku. To był trudny okres, ale dzięki temu moja rodzina jest silniejsza i potrafi docenić każdy grosz.
Co więc najbardziej boli bezrobotnych? Czego potrzeba mieszkańcom Mogilna?
JŁ: Najbardziej potrzebujemy w Mogilnie pracy. Była już raz próba stworzenia strefy gospodarczej, która ściągnęłaby inwestorów, ale się nie powiodło. Trzeba spróbować jeszcze raz! Budowanie samych supermarketów w centrum miasta nie zaspokoi potrzeb mieszkańców. Mamy dużo młodych wykształconych osób i dobrą lokalizację z drogą przejazdową. To świetna oferta dla inwestorów. Jeśli będzie wiele nowych miejsc pracy, znajdą się też pieniądze na kolejne inwestycje.
Załóżmy, że uda się Panu przyciągnąć nowych pracodawców. Jaki będzie kolejny krok?
JŁ: Kolejnym palącym problemem jest fatalny dostęp do lekarzy specjalistów i rehabilitantów. Plan jest taki, aby przynajmniej raz w tygodniu inny specjalista miał dyżur w Mogilnie. Ludzie nie mogą czekać miesiącami na okulistę czy rehabilitanta. Komercjalizacja szpitala poszła za daleko, a cierpi na tym pacjent.
Prawda jest taka, że Polacy nie chętnie chodzą też na wybory. Nie uważa Pan, że obietnice to już dla nich za mało?
JŁ: Na początku lat 90-tych społeczeństwo łatwiej się jednoczyło. Potem władza znowu zaczęła się zamykać. Trzeba z tym skończyć, pytać mieszkańców czego im najbardziej potrzeba. Dopiero potem można ułożyć budżet. Mieszkańcy powinni nie tylko płacić podatki, ale też z nich korzystać. Budowa po 500 m. drogi w każdym sołectwie może i była sprawiedliwa, ale na ile praktyczna? Budżet obywatelski to nie obietnica, w wielu miastach to już rzeczywistość.
Czyli jako burmistrz będzie wprowadzał Pan dużo zmian?
JŁ: Zmiany zaczyna się od siebie. Urzędnicy nie mogą mieć suchego podejścia do swoich klientów. Powinni obsługiwać ich bardziej po ludzku, a nie tylko według biurokratycznych wytycznych. Za mało pieniędzy przeznaczano też na budowę mieszkań komunalnych i na ich remonty. Mamy w Mogilnie wiele zabytkowych kamienic. Mamy jezioro w centrum miasta, które powinno być centrum rekreacji i celem niedzielnych wycieczek rodzinnych. I wreszcie mamy piękną okolicę, gdzie warto wspierać gospodarstwa agroturystyczne. Musimy zachęcać nie tylko inwestorów, ale także małych przedsiębiorców i młodych, którzy chcą zakładać w Mogilnie swoje rodziny. Bo podstawą rodziny jest praca.
Korzystając z okazji, chciałbym zaprosić wszystkich Mieszkańców Gminy Mogilno do urn wyborczych w dniu 16 listopada. Głosujcie na kandydatów z listy numer 3 Prawo i Sprawiedliwość. Dziękuję za rozmowę.
(PiS)
Materiał sfinansowany przez KW Prawo i Sprawiedliwość
















