Starostwo Powiatowe w Mogilnie w dalszym ciągu próbuje pozyskać środki finansowe z różnych źródeł, by zlikwidować składowisko odpadów we Wszedniu. Oprócz zabezpieczenia wkładu własnego zostały również wystosowane pisma do różnych instytucji.
– Cały czas przez okres dwóch miesięcy staraliśmy się o to, aby usunąć odpady z Wszednia. Jest to proces skomplikowany. Mamy w tej chwili zabezpieczone środki finansowe, możemy składać wnioski jeżeli chodzi o narodowy fundusz. W tej chwili kończymy zabezpieczenie środków w wojewódzkim funduszu. Takie pismo zostało wystosowane. Pozostało nam jeszcze zabezpieczenie w tej chwili naszego wkładu własnego – to jest około 170 000 zł ze strony gminy i 100 000 zł pani skarbnik deklaruje, że możemy zabezpieczyć ze strony powiatu – mówił starosta Bartosz Nowacki.
W ostatnim czasie na ręce włodarzy powiatu wpłynęła nowa wycena, jaką sporządziła jedna ze specjalistycznych firm. Jak zauważał starosta, kwota ta jest bardzo wysoka i wynosi aż 5 160 000 złotych. Poprzedni przelicznik uległ dezaktualizacji z uwagi na podwyżki cen za energię elektryczną. W związku z tym koszt usługi jest wyższy z uwagi na fakt, iż proces utylizacji jest bardzo energochłonny.
– Problem polega na tym, że do tej pory jeszcze nie wiemy jakiego rodzaju są to odpady, czy są to odpady, które są utrudnieniem w utylizacji, czy też nie (…) Przy braku możliwości określenia jakie są to substancje przyjmuje się wartości około 1t/m3. Są to ogromne koszty. Nie wiem czy uda się to zrealizować. Będziemy robili wszystko, niestety do 20 grudnia jest ten program, ale pewne elementy nie zależą niestety od samorządu powiatu – informował starosta mogileński.
Przedstawiciele Starostwa Powiatowego w Mogilnie kroki w tej sprawie skierowali także do instytucji skarbowych, by ewentualnie móc odzyskać poniesione koszty w ramach wykonania zastępczego.
– Staramy się tutaj docierać poprzez urzędy skarbowe. Między innymi rozmawialiśmy z Urzędem Skarbowym w Mogilnie, wysłaliśmy dokumentację do Urzędu Skarbowego w Krośnie właśnie o to, aby wyegzekwować już środki finansowe, które zostały poniesione przez samorząd, ale również tak, aby te koszty, które byłyby kosztami wykonania zastępczego były ewentualnie przerzucone na firmę, która te odpady nawiozła (…) Jeżeli ta firma nie będzie działała i nie będzie możliwości ściągnięcia tytułu egzekucyjnego, który został przez nas już wystawiony, to mamy czytelny sygnał, że niestety te śmieci będą musiały spocząć na barkach samorządu, jako przedstawiciela Skarbu Państwa. Wtedy jest możliwość dokonania wywozu i sięgnięcia po dotacje. Tak to niestety działa – mówił Bartosz Nowacki.
Co ciekawe, z informacji z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że od 2 lipca 2019 roku spółka Multikarbon nie ma prezesa, a pod koniec marca 2019 roku wykreślono nazwę ulicy i pozostawiono jedynie miejscowość Krosno jako główną siedzibę spółki. Ostatnim znanym prezesem spółki od 2017 roku był 70-letni Michał T. z województwa podkarpackiego. Z Multikarbonem była również powiązana katowicka spółka Remo-System, której prezesem był wcześniejszy prezes Multikarbonu, 53-letni Stanisław R. (AS)






