W tegorocznej edycji konkursu wzięło udział 32 uczestników, m.in. z Mogilna, Łodzi, Torunia i Gołańczy. Oceny prac dokonało jury w składzie: Teresa Kujawa, Agnieszka Małolepsza, Katarzyna Nowakowska, Elżbieta Sarnowska, Kamila Dombek i Beata Wenglewicz-Sierańska.
Wyniki:
I miejsce – Mirosława Sofińska z Łodzi (puchar burmistrza Mogilna, dyplom, nagrody rzeczowe)
II miejsce – Stanisław Gajos z Młynic (puchar przewodniczącej Rady Miejskiej w Mogilnie, dyplom, nagrody rzeczowe)
III miejsce – Dorota Frątczak z Aleksandrowa Kujawskiego (dyplom, nagrody rzeczowe)
Najlepszym uczestnikiem pochodzącym z Mogilna został Piotr Łukomski (otrzymał puchar firmy Nikoss, dyplom, nagrody rzeczowe). Nagrodzone zostały również osoby biorące udział we wszystkich dotychczasowych edycjach Mogileńskiego Dyktanda, są to: Stanisław Gajos, Sergiusz Kaźmierski, Piotr Łukomski i Michał Walkowski. Ponadto wśród wszystkich uczestników rozlosowano nagrody ufundowane przez sponsorów.
Organizatorem tegorocznej edycji dyktanda byli: firma NIKOSS Mariusz Niecikowski z Mogilna, Restauracja BOSS oraz Urząd Miejski w Mogilnie.
Tekst dyktanda:
SUPERPRZEMIANA
Ostatnio dokonałem tylu zmian w moim życiu, że nawet mama przedwczoraj mimochodem to skomentowała. Wysłuchałem zza drzwi następującej opinii o sobie: „Nasz syn jest ostatnio jakiś przeobrażony, zachowuje się jak nowo narodzony”. Nie było w tej wypowiedzi żadnej ironii, a raczej nuta sympatii i bezwarunkowej akceptacji.
Dawniej, wskutek wszechogarniającej mnie apatii i epidemii lenistwa, moja ciemno zabarwiona egzystencja była nie do zniesienia. „Szkoła to najgorsze ohydztwo” tak myślałem o kochanej budzie, akademii edukacji i miejscu czarujących randek. „Nienawidzę tej żmii Ani, nie cierpię Elżuni, rudowłosej Jadwigi, nie mówiąc o złotoustej Sylwii i chodzącej wciąż w czerwono-żółtej bluzie Helenie” – myślałem o klasowych koleżankach.
Pamiętam, ze byle błahostka hamująco wpływała na moje plany. Wpadałem wtedy chyżo do jednego z moich pokoi, w haniebnie brudnych butach rzucałem się na łóżko, czyniąc przy tym ogromny chaos i harmider. Zapisałem się na kurs tańca do MDK-u. Na wieść o tym moi, jak się okazało pseudoprzyjaciele, a raczej ekskoledzy wybuchnęli bez wahania wrzaskliwym chichotem.
Aż pewnego dnia moja dusza przeżyła przemianę wszech czasów. Zakochałem się – po prostu, naprawdę i na pewno. Pół kobieta, pół anioł o niepospolitej urodzie i niebanalnym poczuciu humoru – tak najkrócej scharakteryzować mogę panią mego serca, Kamilę, która zmieniła moje życie.
Obecnie, żeby jej zaimponować sprawnością fizyczną i nietuzinkowym wyglądem, wstaję codziennie o wpół do szóstej i uprawiam jogging, robię kilka pompek, przewrotów w tył i w przód, a popołudniami skaczę wzwyż i w dal. Ponadto kupuję w mogileńskich butikach ekstranowoczesne ciuchy. Nie chcąc się przed nią zhańbić przeczytałem „Quo vadis”, część Homerowej „Odysei”, zgłębiłem wątek Szekspirowskiej Julii, przejrzałem „Słownik języka polskiego” i czasopismo „Język Polski w Szkole” czym zrehabilitowałem się w oczach naszej pani od języka polskiego. Ponadto wkuwam francuskie słówka, bo babcia mojej ukochanej jest podobno Francuzką, paryżanką wprost spod wieży Eiffla. Czymże obecnie jest dla mnie mazur czy polka na intensywnym kursie tańca? Mojego rześkiego kujawiaczka nie powstydziłby się żaden Kujawianin. W swojej przemianie wykazałem niewątpliwy heroizm, rzetelność i hart ducha.
Przede mną jeszcze tyle do zrobienia, do przeżycia co niemiara przygód i wrażeń. Nic już nie stanie w poprzek mej drogi.
(AS)

















































Jednak Bajbi to jest ciacho 🙂
Ciacho? Chyba przeterminowane, hahaha!